Za burtą - Andrzej Urbańczyk
Stałem na rufie jachtu — jakaś drobna naprawa — samotny żeglarz ma zawsze ręce pełne roboty. Niespodziewany podmuch wiatru uderzył mnie w twarz, jacht pochylił się gwałtownie — pokład usunął się spod nóg. Poleciałem do tyłu tracąc równowagę. Spryt, a może mój najwierniejszy towarzysz — szczęście,